2009-10-28 18:51
 Oceń wpis
   

Dzień był mokry i ciemny, jak większość tej jesieni. Popijałem herbatę z mlekiem i przeglądałem strony internetowe. Wtem … nie nikt nie zapukał, zamaskowana postać nie wpadła efektownie do pokoju wybijając okno, ani nawet roznegliżowana sąsiadka nie spojrzała na mnie z okna naprzeciwko. Trafiłem na artykuł w GW, który zadziałał na mój uśpiony umysł niczym iskra na beczkę prochu. Coś się skończyło i zniknęło, chyba bezpowrotnie. 

             Jestem zwierzęciem politycznym i mimo obrzydzenia połączonego ze sporą dozą rozczarowania, wciąż interesuję się polityką. Moje hobby oznacza dla mnie obserwację, gromadzenie wiedzy teoretycznej, wyciąganie wniosków i wreszcie wybór partii z którą sympatyzuję. To ostatnie nigdy nie było łatwe, ale jednak możliwe. Moim faworytem była Platforma Obywatelska. Z powodu obecnej tam myśli liberalnej, oferty skierowanej do ludzi przedsiębiorczych i proeuropejskości. Nie ukrywam, że również ze względu na niechęć do PIS-u. Żywiłem nadzieję, że z deklarowanych postulatów i pewnej dozy pozytywnej energii coś jednak zostanie w starciu z rzeczywistością, czyli z rządzeniem.

              Jak bardzo się myliłem. Nie rusza mnie afera stoczniowa, jeśli w ogóle o aferze można tu mówić, ani nielegalny lobbing branży hazardowej (albo i coś gorszego) któremu ulegli niektórzy liderzy Platformy. To co zarzucam tej partii, to coś znacznie gorszego niż przypadki korupcji lub nieudolność. To opakowanie nie zawiera żadnej treści. Platforma ma za zadanie przewieźć swoich polityków od jednych wyborów do drugich, ale styl tej jazdy i ilość przejechanych staruszek nie ma żadnego znaczenia. Oskarżam tę formację o stagnację i bezideowość. PO to przedsiębiorstwo, w którym istnieją dwa działy. Departament kadr i sekcja marketingowa i nic więcej.
 
                Piszę to z prawdziwym smutkiem. Politycy tego ugrupowania nie podejmuję żadnych inicjatyw i ograniczają się do utrzymania status quo. Wydawało mi się przez jakiś czas, że sprawni administratorzy nawet bez ambicji administratorskich, to jeszcze nie taka tragedia. Myliłem się, aby utrzymać swoją popularność i nie daj Boże nie podpaść żadnej grupie wyborców, podejmuje się korki zgubne dla przyszłości kraju. Najpierw postanowiono skonsumować w ramach nowego budżetu Fundusz Rezerwy Demograficznej, czyli oszczędności przeznaczone na moment, kiedy system emerytalny znajdzie się w prawdziwych opałach, a nastąpi to już niebawem. Po spożyciu tej niewielkiej przystawki oczy polityków PO skierowało się w stronę … naszych emerytur. Dotychczas jakieś 12% procent pensji szło na ZUS, a 7% na OFE, czyli na nasze przyszłe emerytury. Cóż wymyślono? Teraz 2% pójdzie na OFE, a brakujące 5% przekaże się na ZUS (czyli na ZUS pójdzie razem około 17%). Eureka udało się nalać z pustego w próżne. ZUS będzie miał więcej pieniędzy, a dziś nikt nie odczuje straty, ale w przyszłości emerytury z OFE drastycznie zmaleją. Z czego będą się utrzymywać przyszli emeryci niewiadome, ale jedno jest pewne Platforma po cichu kręci nam postronek na szyję.
 
                     Dość tego! Dość skrajnej nieodpowiedzialności! Jeśli tak ma wyglądać zapowiedziany CUD to ja poprzestanę na twardych realiach.
 
Były wyborca Platformy Obywatelskiej.   
Tagi: po, emerytura, zus, ofe


2009-10-25 10:50
 Oceń wpis
   

Nigdy nie mów nigdy mawiał brytyjski agent 007. Ta maksyma okazuje się szczególnie trafna w odniesieniu do świata polskich tajnych służb. „Nikt nigdy nie zwrócił się do CBA o kontrolowanie tego przetargu" powiedział Mariusz Kamiński, pytany o wytyczne jakie dostał od rządu w sprawie działania CBA w czasie przeprowadzania przetargu na stocznie. Ta wypowiedź wywołała burzę. Pojawiło się zasadnicze pytanie, kto mówi nieprawdę premier, czy były szef CBA. Na podstawie dokumentów przedstawionych przez stronę rządową, wielu publicystów wydało wyrok. Kamiński może kłamać, prawdopodobnie kłamie, kłamie i już. Tylko czy tak rzeczywiście jest?

                  Przedstawione przez ludzi PO pisma wskazują jasno, w ramach tarczy antykorupcyjne zostało wytypowanych  161 procedur zamówień publicznych i 79 podmiotów przeznaczonych do prywatyzacji, którym mieli się bacznie przyglądać ludzie pracujący w tajnych służbach w tym w CBA. Wśród tych podmiotów niewątpliwie znajdowały się stocznie. Niestety lista ta jest bardzo szeroka, a zadania i tak wpisują się w statutowe cele CBA. Przy odrobinie sceptycyzmu można by powiedzieć, że po prostu nakazano służbom robić to co zwykle. Czy Kamiński rozminął się z prawdą?

 
TAK bo CBA miało nadzorować prywatyzację stocznie.
 
NIE bo nakazano pracownikom biura i nie tylko im ogólnie nadzorować duże prywatyzacje, które i tak zapewne były w zakresie ich zainteresowań. Nikt nie powiedział konkretnie o stoczniach.
 
                   Smaczku całej sprawie dodaje list z Ministerstwa Skarbu Państwa do Mariusza Kamińskiego, w którym pisze się o karcie prywatyzacyjnej, dokumencie od którego służby miałyby zaczynać cały proces kontroli danej prywatyzacji (o tej sprawie przeczytałem po raz pierwszy na blogu Kataryny). Nie wiadomo czy w sprawie stoczni takowy dokument w ogóle powstał, a bez niego jakiekolwiek wspólne działania służb w ramach tarczy antykorupcyjnej byłyby bezpodstawne.
 
                   Mariusz Kamiński w przeszłości łatwo ferował wyroki, a i jego ostatnie wypowiedzi pełne są kontrowersyjnych stwierdzeń, ale oskarżanie go o kłamstwo wydaje się póki co nieco przedwczesne.
 
Tagi: CBA, tarcza, nigdy, kamiński


2009-10-12 22:43
 Oceń wpis
   

Parę dni temu kupiłem na zaimprowizowanym straganie w centrum gruszki. Sprzedawała je babina w chuście, która wyglądała jakby urwała się z polskiej wsi z początku dwudziestego wieku. W domu moja żona spróbowała i orzekła „Bardzo dobre dzikie gruszki”. Nie wiem po czym to rozpoznała, ale jej stwierdzenie zapadło mi w pamięć. Wieczór spędziłem na przeglądaniu gazet i tygodników z ostatnich tygodni. W nocy śniła mi się babina, która nad ranem przedzierała się przez mroczny las, zdążając ku rosnącej nad rzeczką dzikiej gruszy. Nagle jednak pojawił się wielki wilk z gorejącymi ślepiami i zawarczał „A płaciła już babcia za cyfryzację?”. Obudziłem się z walącym sercem. Skąd we śnie wzięła się baba, las i dzika grusza wiedziałem. Wilka od biedy mogłem dopasować, ale cyfryzacja. Wróciłem myślami do czytanej przed snem prasy. No tak genialni urzędnicy wymyślili, że dziedzictwo narodowe w postaci filmów, nagrań itd., trzeba przerobić na postać cyfrową. A pieniądze ściągnie się z niczego niepodejrzewających obywateli w postaci podatku od odtwarzaczy DVD, telewizorów, odtwarzaczy MP3 i innego sprzętu. To zresztą dopiero początek, a właściwie ciąg dalszy procesu, który zaczął się już jakiś czas temu. Na pierwszym etapie uradzono i zatwierdzono w sejmie, że pewien procent pieniędzy ze sprzedaży biletów kinowych, opłat za kablówki itp. pójdzie na Polski Instytut Sztuki Filmowej, który zajmie się dofinansowaniem wytworów polskiej kinematografii. Wspomniany Instytut dofinansował już między innymi tak wybitne dzieła jak: „Kochaj i Tańcz”, „Serce na dłoni”, „Ile waży koń trojański”, i na deser „Prawdziwa historia Janosika”. Z pewnością polska kultura bardzo by ucierpiała, gdyby te wspaniałe dzieła nigdy nie powstały. Trochę roztrzęsiony po nocnych przeżyciach poczłapałem po ciemku do kuchni, nalałem sobie wody i żeby nie budzić żony cichutko usiadłem w dużym pokoju i zanurzyłem się w gazetowym morzu. Tym razem trafiłem na wywody redaktora Żakowskiego z "Polityki", jakim to skarbem są drukowane gazety i jak niewinnie różne tytuły cierpią w nieuczciwym starciu z internetowym chłamem. Wniosek był prosty papierowemu bractwu należy się jakiś rodzaj ochrony. Bez trudu podążyłem już samodzielnie za zaprezentowanym tokiem myślenia, każdy dostawca Internetu będzie odprowadzał część zysku na rzecz tradycyjnych gazet. Byłem z siebie dumny samodzielnie rozwiązałem tak trudny problem. W nagrodę sięgnąłem po jedną z leżących na paterze dzikich gruszek. Wbiłem zęby w miękki miąższ. Smakowała inaczej słodko, a zarazem cierpko. Otworzyłem okno i pozwoliłem owiewać się chłodnym podmuchom. O tak nie damy się polska kultura przetrwa. Już nawet na Kongresie Kultury Polskiej uchwalono rozpoczęcie prac nad nową ustawą medialną, która na nowo określi status i oczywiście finansowanie Telewizji Polskiej. Niech sobie malkontenci mówią, że nie wypełnia się misji, a na Woronicza rządzą i zawsze rządzili partyjni komisarze. Produkcja „Plebanii” i „Klanu” musi trwać nadal. Wszystko to trzeba zcyfryzować i dalej tworzyć za pieniądze podatników. Nie wiem, czy wspominałem o tym, że budżet na kulturę też trzeba podwyższyć. O tak po dzikich gruszkach od razu myśli się jaśniej.

Tagi: cyfryzacja, dzikie, gruszki


2009-09-01 16:39
 Oceń wpis
   

 

Oto i On, dumny i wspaniały na swoim dwukołowcu poruszanym mięśniami jeźdźca – ROWERZYSTA. Mijam was rowerzystów każdego dnia wielu. Mkniecie tnąc przestrzeń na swoich rumakach z metalu i gumy. Zazwyczaj nie wzbudzacie we mnie większych emocji, ale czasem…
         Nie wiem czemu się tak zachowujecie, może zbyt wielu redaktorów gazet mówiło Wam, że jesteście zdrowi i ekologiczni, że wasza akcja Warszawska Masa Krytyczna, to oddolny bunt, który wymusza na zmurszałym i zaskorupiałym aparacie władzy realizację społecznych postulatów. A może po prostu sporo w naszym społeczeństwie gburów i egoistów.
         Wiem za to, że kiedy idę chodnikiem to wolałbym być nie potrącany, ani obdzwaniany przez rowerzystów. Jestem też pewien, że przechodzień chwilowo znajdujący się na ścieżce rowerowej nie powinien być dla Was sygnałem do przyspieszenia i obrania go za cel. Nie mam wątpliwości, że odgłos wyjących hamulców i okrzyki to nie wyraz sympatii z waszej strony.
          Jednak stokroć bardziej wkurzacie mnie, kiedy jadąc samochodem skręcam na światłach w prawo, a Wy rozpędzeni do granic możliwości przemykacie po pasach (choć przepisy mówią, że w takiej sytuacji rower należy prowadzić). Pieszy na pasach jest dobrze widoczny, pojawiający się nagle rowerzysta to już zupełnie inna sprawa. Zresztą potraficie też przejeżdżać mając już światło czerwone. Kiedyś spóźniłem się na ważne spotkanie, bo właśnie realizowaliście swój „słuszny” protest i blokowaliście miasto w ramach WKM (czyli Warszawskiej Masy Korkowej).
           Sam czasem jeżdżę na rowerze i uprzejmie proszę, nie zachowujcie się jak święte krowy!   
Tagi: masa krytyczna krowa


2009-08-26 21:51
 Oceń wpis
   

Mimo tegorocznych wakacji mam wrażenie, że lista lektur czekających na przeczytanie raczej urosła niż zmalała. Udało mi się przeczytać trochę już nieaktualną książkę Tomasza Lisa „Polska głupcze”. Felietony Lisa pamiętam jeszcze z tygodnika „Wprost”, gdzie się przez jakiś czas ukazywały, potem wobec dictum swojego ówczesnego pracodawcy, szefa TVN-u, redaktor musiał z tego zajęcia zrezygnować. „Polska głupcze” odwołuje się w swym tytule do znanego amerykańskiego hasła „Gospodarka głupcze!”. Z całego dziełka przebija niezbyt oryginalna myśl, że podstawową wartością naszej polityki musi być Polska jako taka. Oczywiście należy o tym przypominać politykom, który rozmieniają swoją energię w grach personalnych i zastępczych sporach, mam jednak wrażenie, że tak naprawdę nic nowego się w tej sprawie nie dowiadujemy. Lis oczywiście krytykuje braci Kaczyńskich, nie on jeden, ciekawie zestawie niektóre fakty, ale jak na jednego z najbardziej widocznych polskich dziennikarzy, który często wchodzi w rolę sumienia narodu, trochę tego mało. Całość czyta się dobrze i tyle. Jest trochę tak jak w dawnym programie Tomasza Lisa „Faktach: lekko, łatwo i przyjemnie. Szkoda tylko, że na tym się kończy.

                   Ze świata polityki jak najbardziej prawdziwej i przyziemnej przeskoczyłem do rzeczywistości magicznej, wykreowanej w wyobraźni autora, a jednak pełnej zagadnień społecznych, prób budowy lepszego świata i walki o władzę. „Wieki światła”  Ian R. MacLeodto  to powieść wpisująca się w nowy nurt fantastyki New Weird, akcja książki rozgrywa się w alternatywnej Wiktoriańskie Anglii. Jeden element w ogromny sposób zaważył na tamtym świecie eter. Magiczny surowiec, odkryty w książkowej rzeczywistości kilkaset lat wcześniej, sprawia, że rzeczy niemożliwe stają się jak najbardziej realne. Zarazem system społeczny wsparty tak wspaniałym odkryciem ulega całkowitej konserwacji. Ludzie, którzy dzięki swym przekazywanym z pokolenia na pokolenie umiejętnościom, potrafią używać eteru, grupują się w cechach i stają na górze ludzkiej hierarchii. Jednak w alternatywnej Anglii coś zaczyna zgrzytać, zbliża się czysto symboliczny koniec trzeciego wieku światła, ale gdzieś na samym dole ludzkiej piramidy pojawiają się osoby, które marzą o innej lepszej rzeczywistości. Czy rewolucja ma szansę powodzenia? Ciekawych odsyłam do książki, albo do szczegółowej recenzji Jacka Dukaj dostępnej na WP, z której sam zaczerpnąłem niektóre opinie, którymi się tu dzielę. Po skończeniu „Wieków Światła” miałem mieszane uczucia. Powieść zachwyca bogactwem opisów, uwagę przykuwają ciekawie skonstruowane postacie i klimat wczesno industrialnej Anglii. Jednak tak naprawdę, jest to opowieść o rozczarowaniu, skłania do zadumy, ale i pozostawia czytelnika w stanie nostalgii   i melancholii.

                   O rozczarowaniu mówi również trzecia przeczytana przeze mnie książka. „Świat, który oszalał”  profesora ekonomii Witolda Orłowskiego. Autor pisze inteligentnie i zrozumiale o kryzysie gospodarczym, który wciąż trzyma w swojej mocy globalną gospodarkę. Otóż według Orłowskiego padliśmy ofiarą pewnego złudzenia, a teraz jak zawsze pod koniec każdej bańki finansowej przyszło rozczarowanie. Okazało się, że ceny nigdy nie rosną w nieskończoność, że również giełdowi eksperci mogą się mylić, a bankowe giganty, to kolosy na glinianych nogach. Wszystko wytłumaczone dokładnie i w szczegółach. Książka raczej nie dla specjalistów, a dla laików, którzy chcą rzeczywiście zrozumieć, co dzieje się w machinie światowego kapitalizmu.

                    Oprócz lektur przeczytanych pojawiły się też lektury zaplanowane, potencjalne, czyli te które znalazły się w poczekalni. Na pierwszy ogień „Miłość, wojna i rewolucja” Edwina Bendyka, a w niej dokąd zmierza świat, w jaką stronę toczy się koło społeczno-gospodarczej przemiany. Na drugim miejscu tom pierwszy „Historii filozofii XX wieku” Tadeusza Gadacza dla wielbicieli filozofii i wielu innych lektura prawie obowiązkowa. A na koniec „Żelazna rada” China Mieville, oczywiście fantastyka. Przyjemnej lektury.

Tagi: Lis Wieki Światła


2009-08-02 19:56
 Oceń wpis
   

Tego wieczoru Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście były pełne ludzi. Szerokimi ulicami zamkniętymi dla samochodów szliśmy w kierunku Starego Miasta. Ogródki wielu lokali uśmiechały się do nas twarzami odwiedzających je licznie gości. W głosach spacerujących, w powiewających gdzieniegdzie biało-czerwonych flagach z symbolem Polski Walczącej dało się wyczuć jakąś niezwykła energię. Czasem w wesołym tłumie można było dostrzec starsze osoby ubrane w wojskowe stroje z opaskami w narodowych kolorach. Dotarliśmy już prawie do Starego Miasta, zaczęło się zmierzchać, rzeka ludzi płynie w obie strony ograniczana jedynie przez kolorowe niskie budynki. Po prawej stronie mijamy białą wieże kościoła św. Anny, przed nami okazały gmach Zamku Królewskiego. Przedzieramy się przez wąskie uliczki Starego Miasta, wychodzimy na Podwale, każda tabliczka w murze upamiętniająca smutne wydarzenia z czasów Powstanie Warszawskiego uhonorowana jest zniczami i kwiatami. W końcu dochodzimy do Placu Krasińskich, dół monumentalnego Pomnika Bohaterów Powstania Warszawskiego aż płonie światłem licznych zniczy. Bijący blask trochę rozświetla mrok nocy. Zapalamy światełko na stopniach pomnika. Teraz szybko autobusem na Plac Piłsudzkiego. Tam już zaczyna się śpiewanie pieśni powstańczych. U stóp rozstawionej sceny zebrał się już liczny tłum. Artyści zaczynają występ, zgromadzeni powoli, trochę opornie przyłączają się do śpiewu. Wieżowce Warszawy migocą w ciemnościach ponad drzewami Ogrodu Saskiego. „Deszcz, jesienny deszcz” zapowiadają nową piosenkę członkowie zespołu na scenie, teraz już tłum podejmuje melodię. Wszyscy śpiewają, coraz głośniej i głośniej rozbrzmiewają smutne słowa. Kolejne utwory, przy „Warszawskich dzieciach” zgromadzeni dają z siebie wszystko, dźwięki piosenki unoszą się nad placem, dochodzą do Grobu Nieznanego Żołnierza i wykrzykiwane co sił w płucach płyną na wszystkie strony. Znów w powietrzu czuć energię i siłę tych młodych ludzi, którzy 65 lat temu pierwszego sierpnia pełni odwagi i wiary rozpoczęli swą walkę, oby ich pamięć, poświęcenie i ofiara krwi nigdy nie poszły w zapomnienie.

Tagi: warszawskie, powstanie


2009-07-19 21:56
 Oceń wpis
   

 Nad Wisłą jakieś dwa lata po każdych wyborach, kiedy nowa ekipa już okrzepnie i pokaże co potrafi, odzywają się głosy oburzonych obywateli. „Oni znowu nie spełnili swoich obietnic”. Te słowa brzmią jak mantra. Niezależnie od tego jak fantastyczne są pomysły różnych polityków, czy chodzi o sto milionów na głowę, darmowe mieszkania, albo przeczące naturze gruszki na wierzbie i tak chór zawiedzionych polaków zaśpiewa „Oszukano nas”. Oczywiście wszyscy uwierzyli w bzdurne obietnice. Oczywiście przebiegli politycy znowu zmanipulowali naiwny tłum, ale czy rzeczywiście tak było. Kiedy człowiek spotyka na ulicy drugiego i ten proponuje mu sto milionów za nic, co pomyślimy. To oszustwo, albo proponujący jest szalony. Jednak w świecie polityki równie dziwne obietnice przyjmowane są ze zrozumieniem. Wyborcy oczekują takich propozycji i głosują na polityków, którzy je składają. Niektórzy uważają to za konieczny element gry wyborczej, inni są autentycznie rozczarowani, kiedy marzenia rozwieją się w porannym słońcu, ale jedni i drudzy czekają kiedy dostaną swoją porcję kiełbasy wyborczej. Społeczeństwo wymaga od polityków składania bzdurnych deklaracji. Ponadto z niechęcią są przyjmowane jakiekolwiek informacje o konieczności wyrzeczeń taki jak: cięcia budżetowe, większe podatki itp. Czyli chcemy słyszeć rzeczy przyjemne, choć nieprawdziwe, a denerwują nas informacje przykre, mimo że są zgodne z prawdą. Sami wpędzamy się w świat ułudy.

                 Po jakimś czasie rzeczywistość przypomina o sobie i cała sytuacja kończy się twardym lądowaniem. Jednak biada politykowi, który wcześniej mówiłby o przykrych sprawach. Jeśli zaś zacznie wprowadzać pewne przykre, choć bolesne rozwiązania w życie, lud na zawsze go znienawidzi. Taki polityk musi odejść. Najlepiej nie robić zbyt wiele i koncentrować się na malowaniu kolorowych obrazów. Po prostu nie można mówić prawdy.

piesnabyki@o2.pl
  





Najnowsze komentarze
 
2011-07-03 16:56
wywiadownia do wpisu:
Nigdy nie mów nigdy.
Nie dojdziesz prawdy będąc na zewnątrz tego wszystkiego.
 
2011-06-25 09:41
kredyty hipoteczne mieszkaniowe do wpisu:
Historia pewnego złudzenia.
Wszystko nie tak, kredyty, banki, gospodarka.
 
2011-06-25 09:34
windykator- do wpisu:
Historia pewnego złudzenia.
Też jestem ich byłym wyborcą. A gospodarka swoje.


O mnie
 
Prawie 30 letni, znak zodiaku leniwiec. Mój e-mail piesnabyki@o2.pl


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 




Archiwum Bloga